Ustrój państwa. Mao Zedong

Chińska Republika Ludowa

Mao Zedong (w polskiej transkrypcji dawniej zapisywany był jako: Mao Tsetung, podobnie jak kiedyś był Pekin a nie Beijing) proklamował powstanie Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 roku jako państwa socjalistycznego. Docelowo miało to być idealne państwo komunistyczne, wzorowane na teoriach Marksa i Lenina. Po uporaniu się z wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi postanowił rozwinąć państwo tak, aby dogoniło kraje rozwinięte przemysłowo. Polityka Wielkiego Skoku (1958-1960) przyniosła jednak skutek odwrotny - zapaść rolnictwa i przemysłu. Kolejne jego dzieło - Rewolucja Kulturalna (1966-1969) poczyniła dalsze zniszczenia w państwie, ale umocniła władzę Komunistycznej Partii Chin. Po śmierci Mao odpowiedzialnością za „rewolucję” obarczono Bandę Czworga - jego żonę i 3 innych działaczy, a postać przewodniczącego nadal była nieskalana. Obecnie uznaje się co prawda, że trochę się mylił, ale w 70% miał rację.

Jego następca - Deng Xiaoping - rozpoczął wielkie reformy, które najaktywniejszą formę przybrały w latach '80 XXw. Postawił z jednej strony na rozwój małych rodzinnych biznesów, a z drugiej - nadal gospodarki państwowej, ale stopniowo odchodzącej od planowanej do rynkowej. To co u nas Balcerowicz zrobił w kilka miesięcy, tam zostało to rozłożone na lata. Jednym z jego haseł było: „Bogaćcie się, kto tylko umie i może”. Wiele dużych państwowych firm stało się nagle prywatną własnością zasłużonych członków partii. Ale też wiele biznesów powstało od zera. Choć w teorii (zgodnie z konstytucją) Chińska Republika Ludowa to nadal państwo socjalistyczne („socjalizm o chińskiej specyfice”), to faktycznie ustrój kraju przekształca się w kapitalistyczny. To „dziki”, „drapieżny” kapitalizm, pozbawiony wielu wolności, w jakimś stopniu nadal odgórnie sterowany, choć nie tak bardzo jak w socjalizmie. Ale oficjalnie głosi się, że obecny ustrój to tylko przystanek do docelowego, w pełni komunistycznego. Gazety pełne są śmiertelnie poważnych tekstów o chińskiej drodze do socjalizmu. Na spotkaniach partyjnych niższego szczebla (zakłady pracy), a także wyższego (władze partii) nadal dyskutuje się o zagadnieniach teoretycznych chińskiego socjalizmu, żąda się rozprawek i referatów ideologicznie słusznych, ale nudnych do szpiku. Warunkiem wstąpienia do partii, a także dalszych awansów, jest studiowanie i udawanie zafascynowania tą ideologią. I nikomu nie przeszkadza, że wokół widać, jak kraj zmienia się z komunistycznego na kapitalistyczny, a miasta coraz bardziej przypominają nowoczesne, zachodnie metropolie. I że obecna polityka władz ma kierunek o 180° odwrócony w stosunku do tego co głosił Mao. Bo naród urodzonych kupców i bankierów może wreszcie powrócić na naturalną ścieżkę, którą kroczył od zawsze. Chińczycy to naród, którego pierwszą myślą rano po przebudzeniu jest zarabianie pieniędzy.

Rządząca niepodzielnie Chinami Komunistyczna Partia Chin nie jest też żadnym nowym tworem. W perspektywie chińskiej historii jest prawie dokładnym powtórzeniem klasy urzędników cesarskich z ich egzaminami i mecenasami, z nieprzejrzystym system rozdawania i odbierania posad, karierą pełną zagrożeń ale i wielkich możliwości. Bez przynależności do partii nie zrobi się kariery w żadnej organizacji rządowej, a w Chinach prawie wszystko jest bezpośrednio lub pośrednio „rządowe”. Kiedyś egzaminy urzędnicze miały sprawdzać umiejętności retoryki czy kaligrafii, ale w praktyce podchodzono do nich tak jak dzisiaj do myśli Marksa - wkuwano bo było trzeba, dla kariery. I wtedy i teraz Chińczykom nie przeszkadza rozdźwięk pomiędzy teorią państwa, a rzeczywistością. Rozprawiają o „socjalizmie o chińskiej specyfice”, a życie toczy się swoim trybem. Jedynym minusem ostatnich przemian dla Chińczyków jest to, że teraz za wszystko muszą płacić - za szkołę (od średniej po studia) i leczenie. I że sami muszą martwić się o starość - powszechny system emerytalny nie istnieje (chyba że jest się członkiem partii, ale to przywilej tylko 6% społeczeństwa). Natomiast brak demokracji i wolności jakie my znamy na Zachodzie nie doskwiera im wcale, bo ich po prostu nie znają.

Choć i to może się zmienić. Po odzyskaniu dawnych kolonii - brytyjskiego Hongkongu i portugalskiego Makau i włączeniu ich do struktur państwa z zachowaniem dotychczasowego ustroju („jeden kraj - dwa systemy”) coraz więcej Chińczyków będzie mogło zobaczyć jak wygląda prawdziwy kapitalizm, demokracja czy wolność obywatelska. O ile wcześniej te byłe kolonie nie zostaną na siłę wcielone ustrojowo do Chin kontynentalnych.

Przewodniczący Mao

Przewodniczący Mao (tak się do dziś go nazywa) nadal uważany jest za ojca współczesnych Chin, traktowany jest z wielkim szacunkiem i  wciąż przypisuje mu się wiele zasług. Przez ludzi Zachodu postrzegany jest jako krwawy dyktator, podbny do Stalina - faktycznie jego rządy doprowadziły do śmierci ok. 37-40 milionów obywateli. Jednak Chińczycy oceniają jego czyny ogólnie pozytywnie. Utworzył państwo, w którym żyje im się nieźle, przebudował Pekin, urzeczywistnił potężne projekty budowy tam (nawet zmieniał kierunek rzek), rozbudował przemysł - to dokonania bardzo widoczne dla każdego. Ale najważniejsze jest to, że Chińczycy wierzą, że to działania Mao utworzyły niezwykle trwały fundament państwa, na którym dziś wznosi się gmach współczesnych Chin. Dopóki rządzić będzie partia komunistyczna nie ma raczej obaw, żeby w Chinach dokonano większej oceny/krytyki jego rządów. Mao spoczywa dziś w ogromnym mauzoleum na placu Tian'Anmen, w przeszklonej trumnie. Każdy Chińczyk przynajmniej raz w życiu powinien tu przybyć i złożyć pokłon przewodniczącemu. A wielu przybywa tu wielokrotnie, czekając na swoje kilka sekund w olbrzymich kolejkach.

wstecz dalej